Strona główna

Cześć

(20) W sumie to chciałabym przeprosić. Trochę mi głupio, że tak nagle zaniemowiłam. Nie przegladałam skrzynki, nie odpowiadalam na maile.
Niby nie odcinam się od siebie, niczego nie żałuję i nie wstydzę się, ale... zapewne jednak podświadomie jakoś potrzebowałam takiego brutalnego zerwania z tamtą częścią swojej osobowości.
Kotki pochłonęly mnie po uszy. Podstępnie, jak najmocniejszy narkotyk. Tak. Analogia do narkotyku jest stuprocentowa. Człowiek najpierw podchodzi z dystansem, mechanicznie. nie zwracając specjalnie uwagi i bez zaangażowania. Potem taka  sierota się przywiązuje. Przychodzi, mruczy. Śpi gdzieś w pobliżu. Wtula się, gdy sie boi. Skacze z radości, gdy się skądś wróci. I nie wiedząc kiedy, człowiek już jest tak uzależniony, że gdy przychodzi moment odstawienia, ryczy jak niemowlę. Oprócz Grubaska, którego trzeba było pochować, oddałyśmy w tym tygodniu pozostałe kotki, bo niestety, moje mieszkanko na małe na taką kociarnię. I za każdym ryczałyśmy obie w niebogłosy. Przy ostatnim zbuntowałyśmy się. W ostatniej chwili zdecydowałyśmy, że chrzanimy to, ze ciasno, że będzie problem aby gdzieś wyjechać, i że jednego sobie zostawiamy i już. I ostatni kotek został. Razem z mamą.
I tak sobie na razie będziemy mieszkały we czwórkę.

Proszę, jaka odmiana, co nie?
Z wyzwolonej, zbuntowanej wyuzdanej erotomanki stałam się sentymentalną, przewrażliwioną starą panną użalającą się nad kotkami.
Jeżeli jednak jakiś neurotoman z dawnych czyta mnie jeszcze, to chciałam mu coś powiedzieć. Otóż drogi anonimowy (a może nie anonimowy) neurotomanie. Wiele przeżyłam. I zapewniam Cię, że żadne, najbardziej wyuzdane i niesamowite doznanie erotyczne nie może konkurować ze szczęsciem i głebią przeżyć, jaką daje banalne macierzyństwo. Nawet jeśli jest to macierzyństwo kotki. Obserwowanie rodzącej mamy, która wylizuje potem swoje piszczące, ślepe kociaki. Patrzenie, jak bezradne maleństwa wtulają się w nią. A potem obserwowanie, jak nabierają charakteru. Jak z wystraszonych sierotek wyrastają na dzielne silne kocięta. Nawet jeżeli trzeba jednego z nich przeprowadzić na drugą stronę tęczy, to i tak te dziewięć tygodni to były najbardziej niesamowite tygodnie mojego życia. Wszystko stało się nieważne, odlegle. Nieważne stały się tłuste świńskie ryje polityków, znowu próbujących zaangażować cały kraj wokół swoich spraw i śmierdzącego koryta do którego usilnie próbują się dopchać, próbujących wmówić, że jakaś lotnicza katastrofa to niewyobrażalna ogólnonarodowa tragedia. 

Jestem nadwrażliwa,  i zapewne nie odważę się nigdy na własne dziecko. Ale zgodzę się z każdym, kto powie, że aby przeżyc prawdziwe życie do samej głębi, to trzeba mieć dzieci. Jeżeli chodzi o siłę przeżyć, to najbardziej szalone dzikie orgie seksualno-narkotykowe to pikuś przy przeżyciach, jakie daje uczestniczenie w  cudzie narodzin i kształtowania nowego życia.

I nie mówi tego jakiś nawiedzony świr o chrześcijańskich korzeniach, tylko totalna anty-klerykalna, anty-kulturowa anarchistka pełna buntu przeciwko wszelkim narzucanym przez społeczeństwo wartościom.
neurotomania 2010-06-11 20:14:20
skomentuj (20)