|
Strona główna
|
Śmierć (17)
Skoro mój blog umiera, to może warto napisać kilka słów na ten temat, a zwłaszcza, że wciąż mamy początek listopada.
Kupiłam sobie książkę Lema juniora - Awantury na tle powszechnego ciążenia. Zbiorek luźno napisanych anegdot z życia ojca.
Kupiłam daawno temu, dziś wreszcie zajrzałam na chwilę dłużej.
Zdjęcia.
Lem - jeszcze młody, choć już z zakolami na czole. Potem dojrzalszy. A wreszcie zupełny dziadek.
I opis śmierci.
Że nadeszła za którymś tam kolejnym razem. Że wiele razy wieźli go karetką, bo zapaść, ale podleczyli i wracał. A ostatnim razem nawet wsiadł do karetki o własnych siłach.
I żal - że ostatnie parę bezsensownych tygodni usiłowań utrzymania przy życiu - nie wiadomo właściwie po co - z rurą w gardle - jak na mękach inkwizycyjnych.
Jak by to powiedzieć. Stan naszej obecnej kultury jest totalnie zakłamany. Oczywiście, na wielu polach odnotowaliśmy postęp przez ostatnie kilkaset lat, ale w dalszym ciągu niektóre kulturowe bzdury są dla mnie po prostu nie do ogarnięcia.
Np. 76-letni dziadek Polański, siedzący któryś tydzień w więzieniu, za czyn, który popełnił ponad 30 lat temu (po takim czasie przedawnia się nawet morderstwo z zimną krwią). I ta wyjąca zewsząd tłuszcza, która domaga się spalenia go na stosie.
Ale śmierć obrosła największymi chyba bzdurami.
Życie człowieka uważane powszechnie za największe dobro. Tak wielkie, że bezbronnych, schorowanych starców tygodniami, miesiącami torturuje się w szpitalach nie pozwalając im umrzeć. I znów - fanatyczna tłuszcza domagająca się surowych kar za eutanazję.
Po latach przeprowadzania badań przesiewowych w kierunku raka piersi, i leczenia wyszła na jaw szokująca prawda - wcześniejsze wykrywanie i leczenie przynosi więcej szkody niż pożytku. Kobietom z niewielkimi guzkami, które być może do końca ich życia pozostałby małe i uśpione, jak pieprzyki na twarzy, niszczy się zdrowie i psychikę chemią, wycinaniem piersi i węzłów chłonnych. A statystyki umieralności na raka piersi wcale się nie poprawiły.
I po co ta męka? Po co ta rozdęta służba zdrowia?
Czyż nie było przyjemniej w czasach starożytnych, gdzie 80% ludzi miało poniżej trzydziestki a starcy byli rzadkością? Przyjemniej na pewno, ale chyba i mądrzej.
Po co latami na raty umierać, patrząc się na coraz bardziej pobrużdzoną w lustrze twarz? Po co wydawać gigantyczne pieniądze na sztuczne utrzymywanie przy życiu tych, którzy przecież umrą, na pewno i bez żadnych wątpliwości!
Bo umrzemy wszyscy! Jedni troszeczkę szybkiej, inni później. Czy ci, którzy pożyją parę lat dłużej będą z tego powodu szczęśliwsi? Czy trzydziestoletni Aleksander Macedoński jest teraz mniej szczęsliwy od dziadka Ronalda Reagana? Każdy z nich przeżył swoje życie - czy jest jakaś różnica, że pierwszy żył trzy razy której niż drugi?
Po co więc u licha się tak spinać? Skąd ta rozpacz okropna, że to co i tak nieuchronne stanie się to trochę wcześniej niż później?
Życie człowieka jest jak brydżowy roberek. Czasem króciutki, czasem ciągnący się jak flaki. Czasem emocjonujący, czasem nudny i nijaki. Ale wiadomo, że każdy z nich potrwa trochę, i skończy się. Nie możemy tego uniknąć. Choćbyśmy nie wiem jak się badali, codziennie chodzili do lekarza, nie wychodzili z domu w obawie przed cegłą z dachu - to i tak umrzemy. Na pewno. Więc kult życia jest dla mnie kompletnie chory.
Więc życie ludzkie jest warte niewiele. Taka jest prawda. Człowiek to produkt nietrwały i szybko się psujący. Istota życia polega nie na kurczowym utrzymywaniu się przy nim, ale na ciągłej wymianie pokoleń.
Wbrew pozorom - zaakceptowanie tej prawdy bardzo pomaga żyć....
(z dedykacją dla P.)
neurotomania 2009-11-08 14:48:07
skomentuj (17)
|
|